Howard Hodgkin – mistrz emocji i koloru w malarstwie figuratywnym
Howard Hodgkin należał do grona tych malarzy, którzy konsekwentnie wymykali się prostym klasyfikacjom. Nazywany abstrakcjonistą, sam podkreślał, że jego obrazy są obrazami figuratywnymi – tyle że przedstawiają nie tyle rzeczy, co wspomnienia o nich. Emocje, relacje, napięcia między ludźmi i miejscami przekładał na gęste warstwy koloru, intensywne pociągnięcia pędzla i charakterystyczne, często ciężkie ramy, które traktował jako integralną część dzieła.
Urodził się 6 sierpnia 1932 roku w Londynie – i to właśnie rocznica jego urodzin jest dobrą okazją, by przyjrzeć się jego twórczości z bliska. Dorastał w Wielkiej Brytanii, ale w czasie II wojny światowej część dzieciństwa spędził w Stanach Zjednoczonych. Studiował w Camberwell School of Arts and Crafts, a później w Bath Academy of Art. W czasach, gdy brytyjska scena artystyczna była zdominowana przez różne odmiany abstrakcji geometrycznej czy pop-art, Hodgkin rozwijał własny, rozpoznawalny język malarski.
Na pierwszy rzut oka jego obrazy to eksplozje koloru: nasycone czerwienie, głębokie błękity, oranże, zielenie. Jednak nie chodziło o dekoracyjność ani formalny eksperyment. Hodgkin malował wspomnienia konkretnych sytuacji – spotkań, rozmów, podróży. Często nadawał obrazom bardzo osobiste, sugestywne tytuły, takie jak „The Splash”, „In the Bay of Naples” czy „Dinner with Friends”. Widz nie otrzymywał dosłownej sceny, lecz ślad emocji, które w nim pozostały. Artysta podkreślał, że malarstwo jest dla niego sposobem „utrwalania doświadczenia”.
Charakterystycznym elementem jego prac były ramy. Hodgkin nie traktował ich jako neutralnego obramowania, lecz jako przestrzeń malarską. Często sam je projektował i malował, rozszerzając kompozycję poza tradycyjnie rozumiane pole obrazu. Tym samym zacierał granicę między wnętrzem a zewnętrzem dzieła, między obrazem a obiektem.
Choć bywał kojarzony z abstrakcyjnym ekspresjonizmem, jego podejście różniło się od amerykańskich przedstawicieli tego nurtu. Nie interesował go gest jako czysta energia czy zapis podświadomości. Bardziej niż spontaniczność liczyła się dla niego pamięć – przefiltrowana, przetworzona, niekiedy rekonstruowana latami. Niektóre obrazy poprawiał i przemalowywał wielokrotnie, aż osiągnął efekt odpowiadający jego wewnętrznemu wyobrażeniu.
W 1985 roku reprezentował Wielką Brytanię na Biennale w Wenecji, zdobywając uznanie międzynarodowej publiczności i krytyków. W 1992 roku otrzymał prestiżową Nagrodę Turnera. Jego prace trafiły do kolekcji najważniejszych muzeów świata, w tym Tate, Metropolitan Museum of Art czy Centre Pompidou. Jednocześnie pozostał artystą skupionym na własnym tempie pracy, unikając nadmiernej medialności.
Kolor u Hodgkina nie był ilustracją rzeczywistości, lecz nośnikiem napięcia. Czerwień mogła oznaczać intymność albo konflikt, głęboki granat – nocne skupienie, a rozświetlona żółć – nagły impuls energii. Każda kompozycja była kondensacją przeżyć, którym nadawał formę poprzez warstwowe nakładanie farby olejnej. Faktura jego obrazów zdradzała fizyczność procesu malowania – wyraźne ślady pędzla były zapisem czasu spędzonego przy płótnie.
Howard Hodgkin zmarł w 2017 roku, pozostawiając po sobie dorobek, który trudno sprowadzić do jednej etykiety. Jego malarstwo nadal przyciąga intensywnością barw i tajemnicą ukrytych historii – tych, których nigdy nie opowiedział wprost, lecz zasugerował poprzez rytm koloru i gestu. (fot. Wikipedia) #HowardHodgkin
