Życie i twórczość Willema de Kooninga – ikony ekspresjonizmu abstrakcyjnego

24 kwietnia przypada rocznica urodzin Willema de Kooninga – jednego z najważniejszych twórców ekspresjonizmu abstrakcyjnego, artysty, który istotnie wpłynął na kierunek powojennej sztuki amerykańskiej. Holender z pochodzenia, nowojorczyk z wyboru, przez dekady konsekwentnie burzył granice między figuracją a abstrakcją, pozostawiając po sobie dorobek, który do dziś budzi żywe dyskusje.

Willem de Kooning urodził się 24 kwietnia 1904 roku w Rotterdamie. Jako nastolatek rozpoczął naukę w Akademii Sztuk Pięknych i Techniki w rodzinnym mieście, jednocześnie pracując jako praktykant w firmach dekoratorskich i reklamowych. W 1926 roku zdecydował się na radykalny krok – wyemigrował do Stanów Zjednoczonych jako pasażer na gapę na statku płynącym do Wirginii. Ostatecznie osiadł w Nowym Jorku, który wkrótce stał się centrum jego życia artystycznego.

Początkowo utrzymywał się z prac dorywczych, malując szyldy i projektując wystawy. Równolegle rozwijał własną twórczość malarską. W latach 30. związał się z Federal Art Project w ramach programu WPA, co pozwoliło mu skupić się na sztuce. W tym czasie nawiązał też relacje z artystami, którzy później stworzyli trzon tzw. nowojorskiej szkoły – m.in. z Jacksonem Pollockiem, Arshilem Gorkym czy Franzem Klinem.

Choć de Kooning bywa kojarzony przede wszystkim z abstrakcją, jego malarstwo nigdy nie zerwało całkowicie z figuracją. Najlepszym przykładem jest słynny cykl „Women” z początku lat 50., w którym zdeformowane, dynamiczne kobiece sylwetki łączą agresywne pociągnięcia pędzla z intensywną kolorystyką. Obrazy te wywoływały skrajne reakcje – od zachwytu po oskarżenia o mizoginię – ale bezsprzecznie umocniły jego pozycję w świecie sztuki.

De Kooning pracował w sposób fizyczny, niemal rzeźbiarski – wielokrotnie przemalowywał płótna, zdrapywał farbę, zmieniał kompozycję. Interesowało go napięcie między kontrolą a spontanicznością. W jego obrazach widać energię gestu, ale też świadomą konstrukcję przestrzeni. W latach 60. przeniósł się na Long Island, gdzie jego malarstwo stopniowo stawało się bardziej oszczędne, z jaśniejszą paletą i bardziej płynną linią.

Z czasem uznano go za jednego z liderów amerykańskiej awangardy. Reprezentował Stany Zjednoczone na Biennale w Wenecji w 1964 roku, a jego prace trafiały do najważniejszych kolekcji muzealnych na świecie. Rynek sztuki również potwierdził jego znaczenie – obrazy de Kooninga osiągają dziś zawrotne ceny na aukcjach, należąc do najdrożej sprzedanych dzieł powojennej sztuki.

W ostatnich latach życia artysta zmagał się z postępującą chorobą Alzheimera. Mimo to nadal malował, a jego późne, uproszczone kompozycje stały się przedmiotem osobnych analiz i debat dotyczących świadomości twórczej w obliczu choroby. Zmarł w 1997 roku w wieku 92 lat, pozostawiając po sobie imponujący i różnorodny dorobek.

Dziś, w kolejną rocznicę jego urodzin, prace Willema de Kooninga przypominają o momencie, w którym Nowy Jork przejął rolę światowej stolicy sztuki współczesnej, a malarstwo gestu stało się językiem całej generacji artystów. (fot. Wikipedia)
#WillemdeKooning